Blog
Zapiski człowieka wykorzenionego
Filip Memches
Filip Memches Zajmuję się pisaniem i redagowaniem (ostatnio głównie Obserwator i Rzeczpospolita).
61 obserwujących 196 notek 255602 odsłony
Filip Memches, 30 lipca 2012 r.

Nienawiść w służbie władzy

Od ponad dwudziestu lat „Gazeta Wyborcza” jawi się jako medium, któremu nie jest wszystko jedno. Europeizacja i modernizacja Polaków to zaiste szczytna misja, której musi towarzyszyć zapał polemiczny. Ludzie światli, cywilizowani, rozsądni nie przekraczają jednak w sporach pewnych granic. Toczą różne batalie, ale swoich adwersarzy szanują (nawet jeśli są bezkompromisowi wobec ich poglądów). 

Tak się jednak dzieje, że granice są coraz częściej i gwałtowniej przekraczane. Być może wiąże się to z rewolucją obyczajową w polskim obozie liberalnym, jaka dokonała się w minionej dekadzie. Zmienił się polityczny reprezentant elity III RP z Unii Wolności na Platformę Obywatelską. A to istotna różnica – taka jak przykładowo między Janem Lityńskim a Sławomirem Nowakiem.
 
Po jednej stronie mamy więc inteligencję (abstrahuję od tego, że często o komunistycznym rodowodzie) – ludzi, którym o coś chodzi, którzy mają jakąś wizję kraju i chcą ją realizować. A po drugiej stronie? To rzeczywistość cwaniaczków i kombinatorów. Dobrze się w niej czują osoby o mentalności cinkciarzy. Jedyne co się liczy to zdobycie i utrzymanie władzy oraz czerpanie z tego korzyści materialnych, jakich nie udałoby się osiągnąć w warunkach normalnego funkcjonowania na rynku pracy.
 
Elita III RP musiała więc zmienić język komunikacji ze swoim politycznym reprezentantem. I nastąpił bardzo ciekawy efekt: schamienie. Ale to jest nie tylko kwestia manier, lecz i ideologii. Oto najświeższy przykład – komentarz Macieja Stasińskiego. Publicysta „GW” zagrzmiał na Marcina Wolskiego za wypowiedź w TVN24, w której satyryk stwierdził: „Status samotnej matki, dzięki pewnym udogodnieniom, rozłożył rodziny murzyńskie w USA. Bo pewne rozwiązania rodzą konsekwencje”.
 
A Stasiński na to: „To miał być argument przeciw związkom jednopłciowym, których legalizację właśnie większość sejmowa PO włożyła do kosza, ku rzadkiej radości PiS. Czytaj: – Ich legalizacja rozłoży małżeństwa kobiet i mężczyzn w Polsce”. Jaki argument wytacza publicysta? „Takie brednie powtarzają katoliccy biskupi w Polsce i wielu innych krajach. A za nimi uczepieni sutann ich polityczni ministranci. Jakby można było lansować i promować homoseksualizm!”. I dalej wszystko leci w podobnym stylu, „łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy”.
 
A oto próbka podjęcia przez Stasińskiego dyskusji z samym Wolskim: „Marcin Wolski (…) jest dziś – jak wiadomo – ponurym hydraulikiem na odcinku humoru partyjno-ideowego frontu jedności rodzimych narodowych katolików z PiS”. A potem: „Czy legalizacja [związków jednopłciowych] rozłoży także małżeństwo satyryka Marcina Wolskiego? Czy satyryk Marcin Wolski boi się, że ktoś – legalnie – czyli baba, odbije mu żonę, a ta – legalnie – da się odbić, a obie tylko czekają, aż to można będzie zrobić w majestacie prawa? Czy Marcin Wolski sam do siebie nie ma zaufania i boi się, że obudzi się w nim, chłopie, demon męsko-chłopskiej miłości i pokocha inaczej, więc, precz z pokusami, czyli apage satanas?”. Wreszcie pada konkluzja: „Głupota jest prawdziwie suwerenna, nieprzystępna zwątpieniu, samo zadowolona. Rozkoszna. Nie zna granic. Jak u Marcinka 2012”.
 
Przyznajmy, nie jest to język liberalizmu. Owszem, na końcu pada „litościwe” zdanie: „Ale i tak go [Wolskiego] nie wyklniemy. Niech go też nie wyklną z łona Kościoła”. Tym niemniej Stasiński zademonstrował co w nim siedzi. To nie jest liberał, który gotów jest debatować na temat praw obywatelskich czy definicji małżeństwa. On przypomina hiszpańskiego bolszewika z okresu wojny domowej lat 1936-39. Gdyby Stasińskiemu przyszło żyć w tamtych czasach i okolicznościach zapewne nie musiałby okazywać „litości”. Pisałby pamflety rewolucyjne, które zagrzewałyby komunistów do eksterminacji katolików. Wtedy Kościół też przeszkadzał w budowie „nowego wspaniałego świata”. I dlatego wzbudzał nienawiść.
 
Tak więc schamienie elity III RP powoduje, że nie ma ona ochoty dłużej bawić się w jakieś liberalne skrupuły. I bardzo dobrze, grunt to szczerość. Stąd mamy poparcie „GW” dla Ruchu Palikota jako realnego, choć nieformalnego, koalicjanta PO, który mógłby przeciągnąć partię rządzącą w lewą stronę. Czas pożegnać się z wyważonymi, staroświeckimi komentarzami Ewy Milewicz i Dominiki Wielowieyskiej. Trzeba wreszcie skutecznie przyspieszyć zapateryzację Polski. Zwłaszcza że proces ten doskonale przykryje afery, za które rząd Donalda Tuska mógłby się szybko znaleźć na śmietniku historii. Do tego potrzeba siły, nie argumentów.
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale