Blog
Zapiski człowieka wykorzenionego
Filip Memches
Filip Memches Zajmuję się pisaniem i redagowaniem (ostatnio głównie Obserwator i Rzeczpospolita).
61 obserwujących 196 notek 255602 odsłony
Filip Memches, 28 sierpnia 2012 r.

Nie oglądajmy Rosji przez ideologiczne okulary

Tekst „Manowce walki z rusofobią” w „Rzeczpospolitej” wywołał reakcję tygodnika „Myśl Polska”. W artykule „Muzealnictwo wedle Memchesa” zostałem wywołany do tablicy przez Macieja Motasa, który postawił mi kilka pytań (zachowuję oryginalną pisownię). Niniejszym na nie odpowiadam. 

„Czy jako dziennikarz współpracujący z mieniącymi się być konserwatywno-tradycjonalistycznymi tytułami ('Uważam Rze' i 'Rzeczpospolita' odwołująca się od pewnego czasu bardzo wyraźnie do tradycji chrześcijańsko-narodowego dziennika o tym samym tytule, redagowanego w latach 20. ub. wieku przez Stanisława Strońskiego),za „muzealną” uważa [Memches] także wspólną inicjatywę kościołów polskiego i rosyjskiego, wszak chrześcijaństwo ma jeszcze dłuższą metrykę niż 'endecka ideologia'?”
 
Nic mi nie wiadomo o tym, że „Uważam Rze” oraz „Rzeczpospolita” mienią się być tytułami „konserwatywno-tradycjonalistycznymi” (chętnie bym poprosił o źródło w tej sprawie). Dostrzegam w nich spektrum różnych poglądów, co uważam za atut. W kwestiach zaś „metrykalnych”: chrześcijaństwo ma ponadczasowy charakter, tymczasem endecja i inne formacje polityczne, i z Polski, i nie z Polski, zarówno z przeszłości, jak i teraźniejszości i przyszłości, to tylko epizody w dziejach świata.
 
„Czy za jedyną słuszną dla układania wzajemnych stosunków polsko-rosyjskich uważa rzekomo nierusofobiczną ofertę PiS-u?”
 
Wrogość wobec postsowieckiego dziedzictwa nie jest wrogością wobec samej Rosji, lecz najwyżej brakiem zrozumienia złożonej tożsamości tego kraju. Być może są politycy PiS, którzy wykazują się takim brakiem, ale są i tacy, którzy świetnie tożsamość Rosji rozumieją. Stąd absurdalne zarzuty o rusofobię pod adresem PiS. Natomiast za jedno partię Jarosława Kaczyńskiego trzeba pochwalić. Będąc u władzy wykazała się ona w polityce wschodniej asertywnością, niezależnie od popełnionych błędów. To nowa jakość na tle ugrupowań białej flagi, które dominują w Polsce od roku 1989.
 
„Czy dwa duże słowiańskie i chrześcijańskie narody naprawdę nie mogą otworzyć nowego rozdziału w tysiącletniej historii swoich wzajemnych relacji?”
 
Mogą. Jest to wręcz pożądane. Ale nie bądźmy dziećmi. Chrześcijaństwo nie znosi wrogości między narodami jako bytami politycznymi, lecz najwyżej cywilizuje jej formy (co może owocować na przykład pokojowym współistnieniem czy nawet zawieraniem sojuszy, które nigdy nie są przecież wieczne). Oczywiście nawrócenia osobiste mogą mieć wpływ na politykę. Ale wątpię w to, aby spektakle medialne miały temu służyć. Jako katolik pragnę z pokorą przyjąć wspólne orędzie Kościoła i Cerkwi. A resztę pozostawić Opatrzności.
 
„Dlaczego, nawet gdybyśmy założyli, że zarzuty powyższe są słuszne, Polska jako jedyne chyba w Europie państwo ma nie mieć swojej 'polskiej partii' w Rosji, nastawionej na współpracę ze wschodnim sąsiadem w odróżnieniu do, jak sam słusznie zauważa, przeważającej części klasy polskiej klasy politycznej?”
 
Może mieć. Otwartą kwestią natomiast pozostaje to, na ile jest to możliwe. I czy musi oznaczać przenoszenie konfliktów wewnątrzkrajowych na poziom międzynarodowy. Nie wydaje mi się szczęśliwym pomysłem składanie donosów do rosyjskiej opinii publicznej na PiS (podobnie z tą formacją walczył liberalny salon w latach 2005-07, tyle że donosy szły na Zachód, co chyba nie budziło aprobaty takich publicystów jak Maciej Motas). Znaczącej części rosyjskiej klasy politycznej na Polskę „naplewat'”. I skargi polskich niszowych środowisk na rzekomych polskich rusofobów odbierane są wśród rosyjskich polityków jako – ujmując rzecz kolokwialnie – frajerstwo (chyba że ktoś donosicielom za to płaci, ale nie o takie przypadki tym razem chodzi). W ten sposób nie zbuduje się „polskiej partii” w Rosji. Póki co mamy natomiast środowiska pełniące rolę „rosyjskiej partii” w Polsce, jak Konserwatyzm.pl czy „Myśl Polska”. Tymczasem nie łudźmy się: rosyjska klasa polityczna szanuje nie tych, co ubiegają się o jej względy, ale tych, którzy z jednej strony są wobec niej asertywni i stanowczy, z drugiej zaś – unikają bezproduktywnych krzykliwych zachowań (niestety, cechujących pewne środowiska okołopisowskie).
 
„I wreszcie, która tradycja, jeżeli nie jest nią spuścizna petersburskich realistów i Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego z początku XX wieku, może posłużyć jako punkt wyjścia dla realizacji planu zarysowanego powyżej ('partia polska' w Rosji)?”
 
Trzeba wypracować nową formułę. Zarówno III RP, jak i Federacja Rosyjska to zupełnie inne kraje niż II RP i Cesarstwo Rosyjskie – kraje po poważnych przejściach (takich jak przeoranie substancji społecznej czy zmiany terytorialne) – wymagają więc nowych pomysłów na ułożenie wzajemnych stosunków.
I na koniec muszę się odnieść już nie do pytania, lecz do konkluzji – moim zdaniem, fałszywej – tekstu Macieja Motasa. Oto ona:
 
„Na dzisiejszej prawicy linia podziału w stosunku do Rosji wydaje się być jasna, albo ktoś staje na stanowisku przyjętym przez Episkopat Polski i chce razem z Rosją budować w Europie cywilizację chrześcijańską, albo symbolicznie staje dziś w jednym szeregu z obrońcami Pussy Riot (jak uczynił to jeden z rzekomo prawicowych dzienników). Albo, albo, innej drogi nie ma i nie zmienią tego żadne intelektualne łamańce”.
 
Pussy Riot to użyteczne idiotki, które chcąc nie chcąc kompromitują wszelką krytykę pod adresem Putina. Natomiast te wszystkie opowieści o tym, jakim chrześcijańskim krajem jest Rosja, są zwykłym mitem oderwanej od rzeczywistości prawicy muzealnej. Wystarczy ten mit zweryfikować, jadąc do Rosji. To kraj, którego mieszkańcy za wzór stawiają sobie zsekularyzowane konsumpcyjne społeczeństwa Zachodu, a nie ascetów z prawosławnych monastyrów. Patriarchat Moskiewski jakoś nie jest w stanie zahamować plagi aborcji. Ustawodawstwo w tej kwestii pozostaje chyba niezmienione od czasów sowieckich. Mamienie polskiej opinii publicznej bajkami o doniosłej roli chrześcijaństwa w rosyjskim życiu publicznym przynosi szkody. Chrześcijaństwo jest traktowane przez rosyjską elitę rządzącą w znacznym stopniu instrumentalnie. Nie sprowadzajmy wszystkiego do stuletniego zakazu „gay parade” w Moskwie. Rosja jest naprawdę wielowymiarowym krajem, a prawosławie to tylko jeden (chociaż bardzo ważny) z wielu wymiarów. Oglądanie takiego kraju przez ideologiczne okulary przynosi opłakane skutki.

Rebelya.PL
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale